wtorek, 25 marca 2014
ROZDZIAŁ I
I oto nadszedł kolejny dzień.
Bezlitośnie budzi mnie głośny budzik, który zaraz potem ląduje na dodłodze.
Wtulam się jeszcze przez chwile w miękką poduszkę po czym ociężale wstaje z łóżka.
Wchodzę do łazienki i zauważam zakrwawioną żyletkę leżącą w kałuży krwi na podłodze, podnoszę ją po czym przypominam sobie jak towarzyszyła mi wczorajszego wieczoru, chowam ją szybko do szuflady....zajmę się nią potem, patrze w lustro, moje ciemne prawie czarne włosy bez ładu opadają na moje blade policzki, oczy w kolorze 'aqua',jestem taka...inna...dziwna...tak to ja Abbygail Hope Evans...
Schodzę po białych schodach do ogromnego salonu, przechodzę do równie dużej kuchni, otwieram lodówkę wyjmuję mleko po czym wlewam je do miski z płatkami. Justina jak zwykle nie ma w domu...
A matka...jej to praktycznie w ogóle tu nie widzę...
Biorę plecak po czym wychodzę z domu.
Po drodze dużo rozmyślam, chwilę potem jestem już pod szkolną bramą, wchodzę i widze JĄ-słynną Amber Cook...idzie ze swoją paczką wprost na mnie:
-no proszę, proszę kogo my tu mamy?-mówi z nutą groźby w głosie
na chwile się zatrzymuje po czym z sarkastycznym uśmiechem odpowiadam:
-Amber. wybacz, ale nie mam zamiaru marnować czasu na CIEBIE, żegnam.
po tych słowach idę dalej przed siebie nie czekając na jej odpowiedź, słysząc tylko szydzące ze mnie śmiechy jej "bandy" z nią na czele...jak ja jej nie znoszę...co ona do mnie ma?!..
Podchodzę do szafki biorę wszystkie potrzebne książki po czym powoli idę pustym korytarzem do klasy, jest już po dzwonku. Przed drzwiami do sali biorę jeden głęboki oddech po czym naciskam klamkę i wchodzę.
Wszyscy patrzą na mnie, nienawidzę tego... spuszczam wzrok i kieruje się w stronę ostatnich ławek wciąż czując pożerające mnie spojrzenia całej klasy, po czym słyszę głos nauczycielki:
-Chyba wypadałoby coś powiedzieć młoda damo?!
-yyy tak jaaa przepraszam-to jedyne co byłam w stanie wydukać.
siadam, wyjmuję książki, po czym podnoszę wzrok na nauczycielkę.
Przez chwilę mi się przygląda po czym przechodzi do kontynuowania swojego monologu:
-moi Drodzy, dziś przyjechał do nas nowy uczeń. Ma na imię Cristopher. Proszę was, bądźcie dla niego mili...a chociaż się postarajcie...-woow jaka miła zazwyczaj wszystkich stawia po kątach...
W tym właśnie momencie wchodzi wysoki brunet o brązowych oczach oraz wyrazistych rysach twarzy....
Na jego widok poczułam takie....dziwne ukłucie w brzuchu....
Po czym moją uwagę przykuwa Amber poprawiająca się nerwowo-na jej widok na mojej twarzy pojawia się drwiący uśmiech, ale po chwili na ziemie sprowadza mnie piękny lekko zachrypnięty męski głos...jego głos:
-yyy dzień dobry..- w tym momencie zaczął szukać czegoś w kieszeni
-yyyy..Paniii... Eva McCanse?
-ahhh tak ty pewnie jesteś Christopher?tak?-chłopak uśmiechnął się lekko, po czym pokiwał głową
-dobrze w takim razie witamy w naszej szkole, to od dziś jest twoja klasa.
Chłopak rozejrzał się po sali, po czym zawiesił wzrok na mnie. Uśmiechnął się. ale nie jestem pewna czy do mnie, czy jak większość "ze mnie", poczułam jak robi mi się gorąco, a na moje dotychczas blade policzki, wypływa czerwony rumieniec...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz