piątek, 2 maja 2014

ROZDZIAŁ V

    Siedzimy na zimnych płytkach, ja i mój brat..jedyny brat...moje jedyne wsparcie... teraz już mam tylko jego...
Po chwili moje myśli przerywa głos Jima
-Chodź, wstajemy...późno już...-po tych słowach nie czekając na moją odpowiedź wstaje i podaje mi rękę
chwytam ją, po czym czuje szarpnięcie zmuszające mnie do wstania.
Patrze na jego twarz na której nie ma już śladu złości, ale dostrzegam zakrwawiony nos..
-Chodź-mówię po czym łapie go za rękę i prowadzę do barku -usiądź i poczekaj tutaj, zaraz przyjdę-powoli kieruje się do łazienki na dolnym piętrze po czym znajduje w niej apteczkę, opróżniam ją po czym wracam do brata.
-odchyl głowę do tyłu, trzeba opatrzyć twoje rany powojenne-słysząc to delikatnie się uśmiecha, po czym posłusznie wykonuje moje polecenie. Namaczam gazik w alkocholu pociągając jednocześnie z butelki spory łyk.
-EJ!-mówi z udawanym oburzeniem Justin, a ja delikatnie się uśmiecham.
-no co? musiałam sprawdzić, czy nie jest aby za mdły
Uśmiecha się po czym zrezygnowany kręci głową
-dobra Pani doktor rób co do ciebie należy-mówi po czym jeszcze raz odchyla głowę, a ja powoli przykładam gazik do jego rany delikatnie przemywając, ale kiedy widzę, że sprawia mu to ból zabieram rękę, a on w tym samym momencie otwiera oczy:
-dlaczego przestałaś?
-bo widzę jak Cie to boli
-nie boli tylko piecze i nie gadaj głupot-mówi po czym znów zamyka oczy- z wachaniem przykładam znów wacik i kontynuuję wcześniej przerwaną czynność.
-dziękuję...
-za co?
-obroniłeś mnie, gdyby nie ty to ja bym teraz siedziała na twoim miejscu...
-Abby, nie pozwoliłbym cie skrzywdzić, powinnaś o tym wiedzieć, że wole żebym to ja cierpiał zamiast Ciebie-w tym momencie mocno go przytulam..
-dziękuję...za wszystko..
-nie masz za co, a teraz choc przydałoby się polożyc spać-po tych słowach odkładam butelkę na szklaną półkę za ladą barku i posłusznie wędruje za bratem na górne piętro, po czym oboje rozdzielamy się do swoich łazienek.
-Dobranoc-rzucam otwierając drzwi do białej łazienki z zielonymi akcentami.
-Śpij dobrze młoda-odpowiada Justin po czym znika w swojej czarno złotej łazience.
       Zamykam za sobą drzwi, przemywam twarz zimna wodą po czym podnosze wzrok na lustro i dostrzegam w nim moją zmęczoną, zapłakaną twarz, oraz opadajace na nią jeszcze lekko wilkotne od deszczu pasma włosów....
      -Dlaczego ja nie moge miec normalnej rodziny, normalnego zycia , dlaczego nie moge byc piekna?...dlaczego?-spuszczam głowe i zaczynam płakać...uświadamiam sobie co sie dzis stało...tyle wydarzeń jednego dnia...to za dużo jak na 24godziny...sięgam do szuflady i wyciągam małą srebrną żyletkę....siadam na podłodze pod ścianą po czym przystawiam ją do nadgarstka, dociskam i przesuwam rozrywając wcześniejsze blizny...nie bolało aż tak mocno...
     Robię kolejne ciecia przyciskając coraz mocniej i mocniej, do momentu gdy czuje, że robi mi się słabo...
Dlaczego ja znów to zrobiłam?!..kurwa to jest silniejsze ode mnie....rzucam żyletkę i zaczynam płakać, patrząc jak krew spływa po moich nadgarstkach...zamykam oczy i mimo wszystko czuje tak upragnioną ulgę..