piątek, 11 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ IV

        Weszliśmy do domu.
Pierwsze rzuciły mi się w oczy stojące przy drzwiach wejściowych walizki.
Spojrzałam na nie z pogardą po czym poczułam jak Justin delikatnie zsuwa kurtkę z moich ramion, wiesza ją w szafie po czym mocno mnie przytula.
Słysze jej kroki...Nie chcę na nią patrzeć wiec wtulam się w mojego kochanego brata, i mocno zaciskam oczy...po chwili słyszę głos Jima:
-Hope chyba coś powiedziała prawda?-jejku..jest naprawdę zły...-Musisz jej to utrudniać?!-nic nie odpowiedziała..
-A może ty chcesz?...może ty lubisz patrzeć jak twoja własna córka przez Ciebie cierpi?!
-Ja...przecież nic nie zrobiłam..
-HAH zabawna jesteś!
-Justin nie jestem twoją koleżanką tylko mamą, trochę szacunku!
-Szacunku??? Jesteś dla mnie nikim...i nie wiem jakim prawem masz czelność nazywać się naszą mamą!-w jego głosie czuć złość, pogardę, sarkazm, nienawiść..wszystkie potworne uczucia...on jest taki silny...dopiero teraz zauważyłam ze mu też jest cholernie ciężko, ale to ukrywał.. z potopu myśli wyrywa mnie głos Justina:
- zobacz co zrobiłaś swojej córce!-w tym momencie odsuwa mnie od siebie i odwraca tak, że stoję przed NIĄ...ze spuszczoną głową cała w kroplach deszczu... słyszę tylko dudniące w uszach tętno...aż w końcu zbieram się na odwagę i podnoszę wzrok... czuje jak po moich policzkach zaczynają płynąć łzy... a w tle słyszę słowa wypowiadane sarkastycznie i kpiąco:
- i co?... jesteś z siebie dumna?"MAMUSIU"?!... A może pochwalisz się Hope skoro już tu jesteśmy... jaka to byłaś wierna tacie..?-kobieta odrywa na chwile ode mnie wzrok i przenosi go na mojego brata...a ja patrze wciąż na nią...o co tu chodzi?!?!
-Justin! Ty skąd ty...-mówi z przerażeniem w głosie
- widziałem nie raz jak chodziłaś przytulona z jakimś innym facetem na mieście...kiedy tata czekał na swoją najukochańszą...ona miała go gdzieś prawda?!?!
-ja tylko chciałam ułożyć sobie życie..być szczęśliwa..-co proszę jak ona... co tu się kurwa dzieje?!
-WIEDZIAŁAŚ ZE OJCIEC UMIERA! a mimo to go zdradzałaś..-przenoszę powoli wzrok na Justina stoi za mną z zaciśniętymi pięściami...wygląda jakby miał ochotę ją zabić...spuszczam wzrok po czym przez łzy mówię cichutko:
-czy to prawda..?
- co proszę?
- wiedziałaś...czy ty wiedziałaś, że tata.. umiera?-podnoszę na nią wzrok
-ja..tak...tak wiedziałam...ale wasz ojciec umierał a ja żyłam dalej..musiałam sobie kogoś znaleźć..
-Ty..ty..jak mogłaś! wiedząc ze on... ty go jeszcze zdradzałaś... zamiast być przy nim! ty go nigdy nie kochałaś... ty nie kochasz nikogo oprócz samej siebie....jedź sobie do swojej nowej zabawki...dla mnie jesteś zwykłą, nic nie wartą szmatą! I wiesz co?! wstydzę się, że jesteś moją matką!- w tym momencie widzę jak zbiera się w niej złość pomieszana z upokorzeniem
-ty mała gówniaro! jak możesz do mnie tak mówić!- w tym właśnie momencie widzę jak idzie wściekła w moją stronę..jestem przerażona..nie mogę się ruszyć, wszystko to dzieje się przez moment, chwile, sekundy...
Teraz ona stoi przede mną i jestem przygotowana na mocny cios najprawdopodobniej w twarz...
ale zamiast tego czuje jak ktoś mnie popycha po czym upadam, to Justin... a gdy otwieram oczy widzę jak to on przyjmuje ciosy wymierzone na mnie...ona jest wściekła.... zadaje mu jeszcze jeden cios, ale chwile później Justin łapie ją za obie ręce i odpycha...Nie dłużej tego nie zniosę..to wszystko wymknęło się spod kontroli... mojego gardła wydobywa się cichy lecz groźny głos:
-wynoś się stad...nic od ciebie nie chcemy...zostaw nas w spokoju...zapomnij że kiedykolwiek miałaś nas...ułóż sobie życie jak chcesz...rań kolejne osoby, kłam dalej...przecież nie ja będę za to siedzieć w piekle..ale idź już i do cholery zostaw nas w spokoju....-jeszcze przez chwile słychać ciszę i wszyscy uświadamiamy sobie co się właśnie stało...
-słyszysz? wynoś się stad.. już...-mimo słów Justina ona wciąż stoi nieruchomo wpatrując się we mnie...w końcu Jim robi kilka kroków, bierze walizki po czym wystawia je za próg...a ja wciąż wpatruje się w nią... widzę jedną małą łzę spływającą szybko po jej policzku...Justin bierze ją za rękę po czym wyprowadza z domu przed progiem zatrzymuje się po czym błagalnie mówi:
-Abby..ja..-ale nie daje jej skończyć...nie chce jej znać...chce żeby ten koszmar się już skończył
-Żegnaj...-dukam po czym spuszczam wzrok na podłogę beznamiętnie się w nią wpatrując...
W końcu słyszę zamykające się drzwi..i po chwili widzę, że Justin z zakrwawionym nosem klęczy  przy mnie..
-wszystko dobrze?
-ja..chyba...to już koniec?
-na to wygląda..-spoglądam na niego po czym mocno się do niego przytulam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz